niedziela, 4 stycznia 2026

Podrożowanie w zimie

 Dzisiejszy wpis miał być o czymś innym, ale wydarzenia z ostatnich dni skłoniły mnie do zmiany planów. Dlatego dziś przeczytacie o tym jak się przygotować do zimowej podróży samochodem.

Po wydarzeniach z końcówki zeszłego roku prawie każdy twórca preppersko-survivalowy natychmiast opublikował materiał na ten temat. Przejrzałem całkiem sporo z nich, i choć ogólnie ocenić można je jako dobre, to większość z nich zaleca przygotowanie na poziomie prawie plecaka ucieczkowego. Osobiście - mam lekkie obawy czy takie podejście dotrze do każdego - przecież nie każdy ma możliwość finansową skompletowania na raz całego plecaka i możliwość "logistyczną" przewożenia go na stałe w bagażniku samochodu (plecak 60l zajmie większość bagażnika samochodu segmentu A...). Nie zrozumcie mnie źle - każdy element ekwipunku może okazać sie przydatny, ale czy od razu trzeba iść na całość? 

Według mnie - nie. I choć sam wożę w samochodzie torbę ze sprzętem na sytuacje awaryjne, to jednak uważam, że w polskich warunkach wielką przewagę dadzą już podstawowe elementy. A więc jeśli zastanawiacie się do kupić i wrzucić do samochodu aby ułatwić Wam przetrwanie w sytuacji jak z S7 z 30/12 - zapraszam do lektury.

Każde przygotowanie powinno opierać się o priorytety przetrwania - tlen, ciepło, woda, jedzenie, bezpieczeństwo. I te właśnie priorytety trzeba brać pod uwagę, nawet podchodząc to tematu minimalistycznie. 

Zacznijmy jednak od analizy sytuacji. Nawet jeśli utkniecie w korku to ile czasu tam spędzicie? Podejrzewam, że nie dłużej niż kilka godzin. Tak - godziny te będą się dłużyły, ważne aby było ciepło i sucho, ale według mnie - wystarczy jak przygotujecie się na te kilka godzin. Takie przygotowanie nie jest ani trudne do ogarnięcia, ani kosztowne. 

Zacząć warto od wody. Kilka butelek, koniecznie plastikowych, najlepiej półlitrowych. Dlaczego tak? Plastikowa butelka wytrzyma zamarzanie wody - odkształci się, ale nie pęknie jak szklana. A niewielkie butelki łatwiej rozmieścicie w samochodzie (jeśli macie mało miejsca) lub będziecie mogli podzielić się z kimś - oddać jedną butelkę nie tracąc całego zapasu. Koszt to kilka złotych za cały zapas. Moim zdaniem - warto tutaj pomyśleć również o elektrolitach. Nadadzą one wodzie smak "oranżady" - a dodatkowy spak ro zawsze podniesione troszkę morale.   

Oprócz wody dobrze by było coś zjeść. Tutaj najlepiej sprawdzą się orzechy, czekolada (ale tylko w zimie - jeśli zamierzacie wozić taki zestaw cały rok - w lecie czekolada się roztopi...) czy jakieś batony energetyczne. Moim faworytem są jednak sezamki. OK, wiem, że trzeba się przyzwyczaić do ich smaku (sam ich długo nie znosiłem...) ale naprawdę mają kilka zalet. Sezam jest zdrowy, kaloryczny i kosztuje niewiele - ok dwa złote za paczkę zawierająca trzy "pakiety". A już jeden taki "pakiet" zajmie Was żołądek i oddali uczucie głodu. 

Zimą trzeba również pomyśleć o innej ważnej rzeczy - o utrzymaniu ciepła. Według mnie - tutaj podstawą będzie działający silnik, a więc odpowiedni zapas paliwa. Dobrze więc zacząć od uzupełnienia paliwa w baku przed podróżą. Ale warto też mieć choćby niewielki zapas paliwa w kanistrze. Ile? Cóż - każdy litr będzie ważny, ale założyć można, że samochód na postoju zużywa ok 1,5l paliwa na godzinę - nawet kanister 5l da Wam ponad 3 godziny działającego silnika dodatkowo. Pamiętajcie jednak, że sam kanister to za mało - konieczny będzie też lejek (dodawany w komplecie do kanistrów plastikowych, ale który trzeba już dokupić do metalowego...). To chyba najdroższa część z mojego zestawienia - za kanister zapłacicie ok 25zł (plastikowy) / ok 45zł (metalowy) plus ok 30zł za samo paliwo.

Tutaj musicie jednak pamiętać o jednej kwestii - pracujący silnik produkuje spaliny, które odprowadza rura wydechowa. Teoretycznie nie ma z tym żadnego problemu - spaliny są cieplejsze niż otoczenie a więc ulatują do góry, poza tym samochód jest w ruchu... Inaczej jednak sytuacja się przedstawia gdy utkniemy w zaspie. Wtedy śnieg może zablokować wylot spalin z rury wydechowej, niekoniecznie więc będą się one rozwiewały na wietrze. Stwarza to realne ryzyko, że spaliny przedostaną się do samochodu, stanowiąc zagrożenie dla jego pasażerów. i choć na pierwszy rzut oka może wydawać się to mało prawdopodobne - to każdego roku kilkadziesiąt osób tak traci życie. Jak się przed tym zabezpieczyć? Wystarczy saperka (ok 30zł), którą będziecie mogli odgarnąć śnieg i udrożnić wylot spalin. Za jej pomocą uda Wam się również odkopać samochód czy podsypać trochę ziemi pod koła... 

Ciepło mogą również zapewnić dodatkowe ubrania czy koce. Jeśli chodzi o ubrania - postawiłbym na dodatkową parę skarpet (jak przemoczycie nogi na przykład podczas odkopywania samochodu - zdejmujecie buty, zmieniacie skarpetki na suche), natomiast koc - w zupełności powinien wystarczyć taki zwykły, polarowy, za kilkanaście złotych. Już owinięcie się nawet takim prostym kocem zrobi dużą różnicę w komforcie.

Owszem - do powyższego można dorzucić dowolną ilość sprzętu. Kuchenki, rozpałki, większe racje żywnościowe, zaawansowana apteczka, latarki, tzw flary LED, tarp, piła do drewna a nawet łom - wszystko to może mieć zastosowanie w odpowiedniej sytuacji. Ale ile osób niezainteresowanych survivalem jesteście w stanie przekonać do wydania kilkuset złotych i skompletowanie takiego solidnego zestawu "od ręki"? A powyższa lista nie nadwyręży domowego budżetu a w sytuacji awaryjnej - znacznie podniesie Wasz komfort podczas oczekiwania na udrożnienie trasy. Nie zajmie również zbyt dużo miejsca nawet w najmniejszym bagażniku. 

Warto wspomnieć jeszcze o bezpieczeństwie. To jak jeździć to temat na całą serię wpisów... ale zakładając scenariusz, że już utknęliście w korku - najważniejsze będzie oznakowanie Waszego samochodu Tutaj sprawdzą się po prostu światła awaryjne - a więc póki Wasz silnik będzie działał - będziecie widoczni. 

Na opis pełnego zestawu samochodowego przyjdzie jeszcze czas - i gwarantuję Wam, że to co wożę w samochodzie to ekwipunek znacznie szerszy niż przedstawiony wyżej. A i tak ulega on modyfikacjom, uaktualnianiu, testowaniu i ewolucji. Ale powyżej opisane podstawy zawsze się w nim znajdują. I Was zachęcam do skompletowania takiego zestawu i wożenia go ze sobą. Nie jest to wiele, wiem, że jest w zasięgu każdego kierowcy, nawet jeśli będziecie musieli zrobić go do każdego samochodu - nie nadwyrężycie budżetu. 

Z tematem dzisiejszym, "noworocznym", powrócę w przyszłym tygodniu. A tymczasem - do zobaczenia w lesie! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Siekiera Juco

 Pierwszą siekierą jaką kupiłem była marketówka. I przyznam Wam, że mam ją do dziś - jeździ ze mną w zestawie samochodowym... Jednak do częs...