Usłyszałem ostatnio od znajomej, że ona nie chce się przygotowywać na nieprzewidziane sytuacje bo jak sobie pomyśli o tym co może się stać to ją to dołuje... To mi pokazało problem, którego wcześniej nie zauważałem...
Problemem tym był brak komfortu psychicznego spowodowany tym, że ktoś nabywa świadomość w jakim miejscu się znajduje i co się może zdarzyć - i to go przeraża. I powiem Wam szczerze - rozumiem skąd takie podejście może się wywodzić - poczucie bezradności, braku kontroli nad otoczeniem i wydarzeniami, świadomość tego co może przynieść przyszłość - to nie są przyjemne myśli i nie dziwię się, że ludzie od nich uciekają. Życie z dnia na dzień, cieszenie się każdą chwilą - to zdecydowanie łatwiejsze niż myślenie o niebezpieczeństwach jakie może przynieść dzień jutrzejszy.
Uważam jednak, że takie myślenie ma dwie poważne wady. Po pierwsze - narażamy się niepotrzebnie na najmniejsze nawet ryzyka. Przecież brak jakiejkolwiek poduszki finansowej to problem przy awarii pralki w domu czy niespodziewanej wizycie u dentysty. Brak kilku podstaw typu powerbank czy kuchenka turystyczna to proszenie się o kłopoty przy najmniejszej awarii mediów .
Po drugie - takie myślenie jest błędne w swoich fundamentach bo zakłada, że koniecznym jest przygotowanie się na 100% do jakiegoś wydarzenia - co wymaga czasy, zaangażowania i środków finansowych. W rzeczywistości - nie wiem czy pojedyncze osoby w Polsce osiągnęły ten poziom - a i na świecie jest ich jedynie garstka. Bo choć taki jest cel finalny przygotowań - uniezależnienie się od świata zewnętrznego - to mało kto ma środki pozwalające na realizację tego celu. Natomiast każdy przygotowany patrzy na to inaczej, bardziej realnie. Chodzi o zwiększenie szans na przetrwanie kryzysu. Bo ten kiedyś się skończy - niezależnie czy będzie to awaria prądu, brak produktów w sklepach czy utrata pracy. To wszystko jest przejściowe - i nie ma co przygotowywać się na spędzenie reszty życia bez dostępu do wodociągów - przecież nawet zapas wody na dwa dni to już więcej niż nic. Macie możliwość zgromadzenia zapasu na tydzień? Tym lepiej. Macie filtry które pozwolą oczyścić wodę i wydłużą Wasze możliwości przetrwania o rok? Jeszcze lepiej. Ale kto z Was może być samowystarczalny do końca życia jeśli chodzi o wodę? No właśnie...
Tak, wiem, że wpis ten raczej nie jest dla czytelników mojego bloga. Wy jesteście przygotowani. Ale ta rozmowa uświadomiła mi, że wiele osób nawet nie zaczyna tego procesu, odsuwając od siebie świadomość, że coś może pójść nie tak. Wręcz wypierają ją, ufając, że od tego są służby lub po prostu myśląc, że im się to nie przydarzy. Podeślijcie ten wpis właśnie do takich osób. Może po przeczytaniu zainspirują się nim, skłoni ich do przemyśleń i rozpoczną "drogę przygotowanego". Przecież nie ma co skupiać się na tym, czego nie możemy osiągnąć. Warto podejmować działania w naszym zasięgu, które zwiększają nasze szanse na przeczekanie danej sytuacji w możliwie komfortowych warunkach... A tymczasem - do zobaczenia w lesie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz