niedziela, 8 listopada 2026

"Jakby co - przyjadę do Ciebie"

 Ostatnio w rozmowie usłyszałem od znajomego "jakby co - przyjdę do Ciebie - Ty masz zapasy i jesteś przygotowany". Cóż - niestety ten tekst często towarzyszy preppersom.. Jak sobie z nim radzić? 

Myślę, że mogę dość bezpiecznie założyć, ze każdy preppers zaczyna swoją drogę od przygotowań czynionych pod siebie. OK, jeśli przygotowania zaczyna się posiadając juz rodzinę - to ona oczywiście jest już uwzględniona w planie - ale nadal jest to plan przygotowań dla własnego ogniska domowego. 

Często jednak pod to chce się "podpiąć" ciut dalsza rodzina czy znajomi którzy dowiedzą się, że masz zapasy jedzenia czy baterii do latarki. Przecież skoro jesteś przygotowany to na pewno się podzielisz, prawda? 

I tu się rodzi problem - bo nie znam żadnego preppersa który ma nieograniczony budżet i miejsce do trzymania zapasów - a i jedno i drugie jest potrzebne do zebrania większej ich ilości... 

Co więc robić słysząc słowa jak w tytule wpisu? Zanim odpowiem na to pytanie - zastanówmy się chwilę dlaczego takie słowa w ogóle padają. Moim zdaniem - po części przez tempo życia. Społeczeństwo przyzwyczajone jest do natychmiastowych rezultatów, chce osiągnąć cel i "iść dalej". A przygotowania to nie sprint - to zdecydowanie maraton. Więc jeśli zamiast czuć się bezpiecznie "bo mam pełną piwnicę zapasów (którymi muszę zarządzać, które muszę przemyśleć - co też nie należny do najprostszych czynności)" mogę czuć się bezpiecznie wiedząc, "że mój brat/kolega z pracy/szwagier/koleżanka pomoże mi - zapewni bezpieczeństwo mi i mojej rodzinie" - wybieram drugą opcję. I nie muszę w tym czasie myśleć ile kupić makaronu czy na czym go ugotować. Mam to "na gotowe", jak posiłek w restauracji. 

Dodatkowo sam etap przygotowań może być dla kogoś trudny i trochę "przerażający" - przecież trzeba przemyśleć po kolei wszystkie kroki, pomyśleć co może pójść nie tak, zastanowić się co kupić i jak tym później zarządzać. Wtedy wchodzi świadomość, że nie da się tak łatwo przygotować na kilka lat przeżycia - i pada pytanie - po co mam się przygotowywać na dwa tygodnie jak kryzys może potrwać miesiąc? 

Dochodzi też kwestia odpowiedzialności - nie chcemy jej na siebie brać - lepiej przecież przerzucić to na kogoś... Pomoże mi, zrobi to za mnie, nie muszę o tym myśleć, nie muszę się na tym znać...  "Łatwiej" się wtedy żyje, gdy jest świadomość dająca (złudne) poczucie bezpieczeństwa że ktoś się mną zajmie. 

Jak więc sobie z tym radzić? Jak wyjaśnić, że przygotowania czynione są dla siebie? Według mnie - warto zacząć od prostego matematycznego ćwiczenia. Wystarczy podać prosty przykład - jeśli macie zapasy dla 4-osobowej rodziny na miesiąc - to gdy przyjedzie do Was kolejna 4-osobowa rodzina szukać pomocy - Wasze zapasy wystarczą już tylko na 2 tygodnie... 

Powyższy przykład zazwyczaj daje takiej osobie do myślenia. Jak do tego dorzucicie informację o tym, że przecież każdy lubi jeść coś innego, niektórzy mają alergie pokarmowe - to stworzycie prosty przekaz - trzeba przygotowywać się samemu dla siebie bo przygotowania to rzecz bardzo indywidualna. I to co Wy przygotujecie dla siebie - niekoniecznie będzie pasowało osobom które deklarują, że Was "odwiedzą". 

Aby nie kończyć rozmowy na ten temat (ani tego wpisu) negatywnie - warto zaproponować jakieś rozwiązanie. Może to być na przykład ułożenie wspólnego planu takiego przyjazdu. Przecież przetrwanie to zdecydowanie "gra zespołowa" - a więc większa ilosć osób może nie tylko zwiększyć Wasze szanse ale przede wszystkim zwiększyć komfort przeczekania kryzysu. 

Dlaczego? Bo przetrwanie to rzadko leżenie na kanapie i oczekiwanie na ogłoszenie końca kryzysu. Może się okazać, że będziecie poszukiwać drewna na opał do gotowania, kombinować z ogrzewaniem czy obserwacją otoczenia. Wtedy dodatkowa para rąk czy oczu będzie zdecydowanie atutem. Ważne jednak, aby ta para rąk nie przyjechała do Was pusta - najlepiej, jak pojawi się ze swoimi zapasami.

Podsumowując krótko - jestem zdania, że w grupie łatwiej przetrwać ciężkie czasy niż samemu. Ale podstawą jest aby grupa grała do jednej bramki - aby jej członkowie nie "kanibalizowali" siebie nawzajem. Dlatego warto promować przygotowania wśród swoich znajomych - gdyż wspólnie można osiągnąć zdecydowanie więcej. A tymczasem - do zobaczenia w lesie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Jakby co - przyjadę do Ciebie"

 Ostatnio w rozmowie usłyszałem od znajomego "jakby co - przyjdę do Ciebie - Ty masz zapasy i jesteś przygotowany". Cóż - niestety...