Dzisiejszy wpis ma tytuł bardzo dosłowny - bo dziś będę chwalił kalosze.
A dokładniej - gumofilce. I zdaję sobie sprawę, że większość z Was popuka się w głowę twierdząc, że jestem wieśniakiem (jestem, nie będę zaprzeczał) - ale przeczytajcie tekst do końca. Sami zobaczycie, ze ten pomysł nie jest tak dziwny jakby się mogło wydawać...
W dzieciństwie każde wakacje spędzałem na wsi - tam po raz pierwszy zetknąłem się z gumofilcami. Wujek do pracy innych bytów nie używał - czy lato czy zima - jemu się sprawdzały. Tyle, że ja mieszkałem w bloku, a więc kompletnie nie było zapotrzebowania na takie buty. Lata leciały a ja o nich zapomniałem... Kilka lat temu, gdy kupiłem działkę ROD - pomysł posiadania gumofilców powrócił. Kopanie w ziemi, ogólne prace na działce - takie obuwie robocze miało sens. Dziś działki ROD już nie mam, mieszkam w domku na wsi, ale dalej mam te same gumofilce które kupiłem lata temu. O ile wcześniej korzystałem z nich tylko na działce, o tyle teraz - wykorzystuje je praktycznie codziennie.
Co mnie do nich tak przekonało? Po pierwsze - wygoda. Zakładanie i zdejmowanie trwa moment, jak to kalosze - wkładasz nogę i gotowe. Wbrew modzie na buty z kosmicznymi technologiami - te proste odlewy z gumy są naprawdę wygodne. Zdarza się, ze cały dzień w nich chodzę pracując na ogrodzie - nie mam potem problemów ze stopami, nie czuję jakiegoś zmęczenia.
Po drugie - wszechstronność. W zależności od skarpety mogę z nich korzystać zarówno w lecie jak i w zimie. Nie miałem nigdy problemu z tym, ze stopa w nich mi marzła.
Po trzecie - oczywiście wodoszczelność. W końcu to kalosze, prawda?
Po czwarte - ochrona nóg. Kalosze są dość wysokie, więc łażąc po trawie czy w jakiś chaszczach nie mam problemu, że będę miał podrapane łydki. Chronią również całkiem nieźle przed kleszczami - na jasnej filcowej powierzchni bardzo dobrze widać jak jakiś się przyczepi, natomiast na pewno będzie miał utrudnione zadanie, żeby po kaloszu dostać się pod skarpetkę. Używam ich nie tylko do pracy, ale również na spacery po okolicznych łakach z psiakiem - sprawdzają się w obu tych zadaniach świetnie.
Tutaj dodam jeszcze trwałość - żona już trzecią parę zwykłych kaloszy ma (były pęknięcia wysokości kostki i przestały być wodoszczelne), ja mam wciąż te same. A jeśli dorzucić do tego niską cenę (ok 60zł) - okazuje się, że jest to całkiem sensowna inwestycja.
Czy więc teza o przydatności gumofilców jest aż tak szalona jak się wydaje? Według mnie - nie. Solidne robocze obuwie, które sprawdzi się w wielu warunkach będzie przydatne w ciężkich czasach. A tego typu kalosze są przykładem takiego obuwia, może ciut wyśmiewanym, może trochę zapomnianym, może lekceważonym.. Ale jako ich użytkownik od lat zapewniam Was - wartym każdej złotówki. Przekonajcie się sami. A tymczasem - do zobaczenia w lesie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz